rolex datejust green dial

W opozycji do ergonomii nakręcania, 'noszalność' jest wysoka. Na papierze 39 mm jest niewiele mówiącą zmienną, ale obcowanie z zegarkiem pozwala docenić jego dosyć dobre wyprofilowanie i niezbyt wysoki wymiar od ucha do ucha (około 46 mm). wielkiej trójce zegarmistrzowskich tuzów, czyli Audemars Piguet, Vacheron Constantin i Patek Philippe. Marki to znakomite i zasłużone – bez dwóch zdań – dla mnie brakuje wśród nich jednak innej, równie imponującej manufaktury. I to takiej, która bynajmniej nie pochodzi z uznawanej dziś za kolebkę mechanicznego zegarmistrzostwa Szwajcarii. Sądzę jednak, że i wartość WR recenzowanego modelu w połączeniu z automatycznym zaworem helowym (po lewej stronie koperty) nie nastręczy nikomu problemów. Ba - byłem nawet pewien, że taki 46 czy 48mm zegarek nosi się bardzo wygodnie, dobrze wygląda na reku (a dużego nadgarstka nie mam) i w sumie o to chodzi – o przepych. Minęło kilka lat, a mój gust wywrócił się do góry nogami – dosłownie. Obie te rzeczy, jakkolwiek wartościowe i podnoszące prestiż, równie wymiernie podniosłyby i cenę, więc jak to mówią – coś za coś. Poza tym jest naprawdę doskonale, klimatycznie i z przysłowiowym 'jajem'. Koncepcję 'dwa w jednym' podkreśla także zasadnicza różnica między obiema tarczami – kolor i wykończenie. Ta przednia (główna) to srebrna, delikatnie chropowata baza z wciętym, kwadratowym licznikiem małej sekundy, namalowanymi indeksami i parą fazowanych wskazówek.
Tissot dodał też system szybkiego wypinania bransolety, co jest o tyle użyteczne co na chwilę obecna nieco zbędne zważywszy, że nie ma opcji dodatkowych pasków. Swoją drogą, patrząc na ogólny wygląd zegarka, 35mm PRX przywodzi na myśl właśnie vintage’owego Royal Oaka, w szczególności w wydaniu granatowo-niebieskim. Z kolei odsłona w kolorze 'ice blue' może być budżetową alternatywą dla 37mm AP RO 50th Anniversary z tarczą o zbliżonej barwie (a za zaoszczędzone pieniądze kupicie sobie jeszcze kawalerkę, albo dobrej klasy auto prosto z salonu). replica Richard Mille rm 37 Zegarki to na szczęście (poza nielicznymi wyjątkami) sztuka w wydaniu użytkowym. Zeitwerk, mimo swoich na papierze sporych gabarytów, nosi się świetnie. Krótkie uszy, wygodny pasek i złota klamerka sprawiają, że nawet na niedużym nadgarstku prezentuje się dumnie. Do cyfrowych wskazań przyzwyczaiłem się bardzo szybko – taka forma odmierzania czasu ma nawet pewną przewagę nad wskazówkami. QdB (Quai des Bergues) pierwotnie powstał w wersji 42 mm i jak na klasyczny zegarek w sumie niewielkiej grubości nosił się przeciętnie, zdecydowanie jak duży czasomierz sportowy. To mu nie przystawało, więc wersja mniejsza była oczywistym krokiem w rozszerzeniu linii. 38,5 mm to już zupełnie inna historia. Pierwszy IWC Portugieser Chronograph pojawił się w roku 1995, w postaci referencji 3712 Chrono Rattrapante oraz 1998, w formie referencji 3714 Automatic Chrono.
Przykładem tego niech będą indeksy godzinowe. Niby klasyczne trójkąty, kółka i prostokąty, a jednak nowatorskie, bowiem w całości wykonane z luminescencyjnej ceramiki. Choć z góry przypominają płaskie placki lumy, jakie niegdyś można było ujrzeć na tarczach klasycznych diverów, patrząc pod kątem wyraźnie widać ich trójwymiarową strukturę. Pracuje doskonale – z jednej strony ruch jest płynny, z drugiej skoki bardzo pewne i precyzyjne. Co przykuło moją uwagę to jakby 'amortyzowanie' tzn. cały bezel wydaje się być zawieszony na sprężynach – da się go lekko docisnąć do koperty, po czym po puszczeniu odskakuje.